Anioł nigdy nie upada. Diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie. Człowiek upada i powstaje. - Fiodor Dostojewski
Pomóż Ziemi Przyłącz się do WWF
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anioły opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anioły opowiadania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 stycznia 2011

GWIAZDY

„Dreeeeam, dream, dream, dream”.

Muzyka brzmiała z daleka jak małe srebrne dzwoneczki. Ogromne białe płatki śniegu tańczyły w powietrzu – wirując z wdziękiem jak baletnice z najlepszego musicalu. Zatrzymując się na moment w świetle ulicznych lamp jak modelki w świetle fleszy fotografów, całując nosy i policzki przechodniów, zmęczone,
miękko opadały w dół. Ciepłe światła dekoracji Bożonarodzeniowych migotały w wystawach sklepowych. Stare miasto wyglądało jak kartonowy teatr! Och, jak cudownie, wdychałam całą sobą tę unikatową atmosferę świąt.


Wieczorem przed snem pomyślałam, że jednak cieszę się, że biuro, w którym pracuję, przeniesiono w okolice Starego Miasta. Przypomniało mi się, że
marzyłam kiedyś o tym, żeby pracować na Starym Mieście, otoczona starymi murami, pomiędzy kościołami, które przeżyły już tak wiele. Takie małe, dziecinne, zapomniane, marzenie. O którym oczywiście zapomniałam i nie szukałam pracy szczególnie w tym miejscu. A teraz zdumienie. Pan Bóg pamiętał o takim małym marzeniu? Zdumienie, że jednak to prawda: my śpimy, a w trakcie naszego snu, Pan Bóg spełnia nasze marzenia. Nawet te najmniejsze. Kimże jestem, że o nich pamięta?


Myślałam o tym, kładąc się spać….

Nagle poczułam, że ktoś mnie budzi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Anioła siedzącego obok mnie.
- Przyszedłem aby odpowiedzieć na twoje pytania- powiedział.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził do okna:
- Spójrz w górę.
Spojrzałam… a w górze było czarne niebo pełne świetlistych gwiazd.
- Widzisz gwiazdy? – kontynuował – to właśnie ludzkie marzenia i życzenia.
Ludzie marzą, mają głowy pełne snów. Kładą się spać, a te marzenia są w nich, krążą nad ich głowami. A wtedy my, Anioły, w samym środku nocy przychodzimy do ludzi, aby zebrać te marzenia. I umieszczamy je na niebie!!. To jest cała tajemnica!! Zbieramy wszystkie marzenia, nawet te najmniejsze. Pan Bóg powtarza nam: „ludzkie marzenia to bardzo cenny wymiar ludzkiego życia.
Dlatego uważajcie i bądźcie bardzo ostrożni. Nie pozwólcie, aby jakiekolwiek marzenie zostało upuszczone”. Przerwał i spojrzał na mnie. Wpatrywałam się
w niego, a on uśmiechnął się.
- Ale. Musisz pamiętać. Jest jeden warunek. Jeden bardzo ważny warunek. Tylko jeśli ten warunek jest spełniony, jesteśmy w stanie zebrać marzenia. Jest to możliwe…
Usiadł na parapecie i patrzył na mnie uważnie.
-…. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy marzenie zostało powierzone Panu Bogu.
- Co to znaczy? – zdziwiłam się.
- To jest proste. Wystarczy, że przed snem powiesz Panu, że oddajesz Jemu swoje marzenia i poprosisz, aby On się nimi zaopiekował.
- To rzeczywiście proste! – znowu byłam zdziwiona, tym razem, że to takie proste.
- Wydaje się to rzeczywiście proste – powiedział Anioł, ale wyglądał trochę smutno – Ale w praktyce… nie zawsze jest to takie łatwe. Są ludzie, którzy nie wierzą w Boga, nawet o Nim nie myślą, więc nie ma szans, aby oddali Bogu swoje marzenia. Inni znowu nie chcą oddać Panu Bogu swoich marzeń. Boją się, że je stracą na zawsze. Trzymają je w sobie i nie wiedzą, że przez to nie mogą być one spełnione. Inni znowu zupełnie przestali marzyć, gdy dorośli. I to wszystko jest dla nas, Aniołów, bardzo smutne.


Westchnął. Chciałam go objąć i pocieszyć, ale bałam się ruszyć, żeby nie
zniknął. Na szczęście za moment znowu się uśmiechał.


- Jednak mamy również powody do radości. Wiele, wiele ludzi marzy i powierza Bogu swoje marzenia. A my zbieramy te powierzone Bogu marzenia i wieszamy
na nieboskłonie. I w tym momencie marzenia stają się częścią świata – od tej pory nigdy już nie zginą.


A Pan Bóg… On nigdy nie zapomina o waszych marzeniach i wie dokładnie,
które gwiazdy są czyje. Uwielbia przechadzać się po niebie pomiędzy nimi.
Ogląda je i cieszy się każdą gwiazdą, nawet jeśli jest bardzo mała i niezdarna, i świeci bardzo niepewnie. Cieszy się, bo każda gwiazda jest wyrazem zaufania człowieka do Boga.


- No, dobrze – przerwałam – ale czy Pan Bóg spełni każde marzenie? Znam ludzi, którzy marzyli i ich marzenia nie spełniły się. No tak, mówiłeś, że mogły być marzenia nie powierzone Bogu. Ale jeśli są powierzone, czy zawsze są spełniane?

- Masz rację. Ludzie mają też czasem marzenia, które nie zawsze są dobre dla nich. Oni sami nie zawsze to wiedzą, bo tylko Bóg jest Tym, Który Wie Wszystko. Ale ludzie, którzy ufają Bogu, wiedzą też, że On zweryfikuje ich marzenia, używając swojej Mądrości, Dobroci i Miłości. I to On decyduje, które marzenia mają zostać na zawsze na niebie – i świecić Blaskiem Gwiazd Zaufania (a cieszy się nimi, jak wszystkimi innymi), a które mają zostać spełnione i kiedy jest Czas ich spełnienia. Które gwiazdy mają zostać połączone, a które rozdzielone.Które muszą być ociosane, które muszą nauczyć się większej pokory, a którym trzeba dodać odwagi. Tutaj my Anioły mamy dużo pracy. To nasza rola przekonać Nieśmiałego Marzyciela, że bez jego działania, Bóg sam nie może wiele zdziałać. Bóg z każdego snu wyciąga tę dobrą cząstkę, łączy ją z inną, i w tym sensie każde marzenie, nawet jeśli jest bardzo niedobre w filozofii Bożej, zostaje przemienione w Dobro w momencie, gdy zostanie powierzone Panu Bogu.

Rozumiesz więc, co znaczy, że możesz spać, a marzenia się spełniają? Tylko trzeba je mieć. I mieć je w Panu. Każdy może ich mieć tyle, ile tylko zapragnie. Pan Bóg raczej smuci się ich brakiem, niż nadmiarem. I wiesz co, powiem tylko tobie, że twój zbiór gwiazd jest ostatnio bardzo mały. Pan Bóg nie za bardzo ma z czego wybierać. Czy coś się stało?

Ach, muszę lecieć. – zerwał się nagle, nie czekając na moją odpowiedź.- Wiesz, za parę dni obchodzimy Urodziny Naszego Pana i z tej okazji przygotowujemy Program Niespodzianek dla Ziemi i na nasze przyjęcie w niebie. Mamy skrzydła pełne roboty!! Pomyśl o tym co powiedziałem, a ja wrócę pewnej nocy, by odpowiedzieć na twoje dalsze pytania.

Wstał i ….zniknął. Po minucie zobaczyłam go za oknem, wiszącego w powietrzu. Zapukał w okno i powiedział (nie wiem, jak to się stało, że słyszałam jego łagodny cichy głos, ale słyszałam):

- Zapomniałem powiedzieć!. To okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Bardzo ważny czas dla ludzi, w którym to czasie pojawia się szczególnie dużo marzeń i życzeń. Pamiętaj! Gdy w czasie Świąt będziecie składać sobie nawzajem życzenia, wieszajcie te marzenia od razu na niebie! To bardzo pomoże nam w pracy!

Pomachał mi i odleciał.
A mi nasunęło się jeszcze jedno pytanie…. a może niedowierzanie….
Czy my, dorośli, mamy rzeczywiście tak beztrosko marzyć jak dzieci?


Ale jego już nie było, aby odpowiedzieć na moje pytanie.

Zostałam tak z oczami utkwionymi w niebo, myśląc o gwiazdozbiorze własnych marzeń.

Po długiej chwili…. położyłam się dalej spać. Postanowiłam mieć wiele marzeń i ogarnęło mnie silne nieodparte przeczucie, że coś pozytywnego wydarzy się wkrótce.

Życzę Ci, Drogi Czytelniku, abyś miał podobne przeczucie.
I nie zapominaj spać czasami. Aby Aniołowie mogli wykonać swoją pracę!

piątek, 24 grudnia 2010

MAŁY ANIOŁEK


Mały anioł o srebrnych włosach miał kłopoty. Był tak niegrzeczny, że Święty Piotr wezwał go do siebie. - Podejdź tutaj nicponiu - powiedział. - Coś mi się zdaje, że nie rozumiesz, że u nas w Niebie każdy ma coś do roboty, zwłaszcza teraz, w święta. Każdy z nas musi uszczęśliwić kogoś na Ziemi. - Święty Piotr spojrzał surowo i dodał: „Jednak ty byłeś tak leniwy, że nie możesz u nas zostać. Leć na Ziemię i spraw, żeby ktoś był szczęśliwy. Dopiero wtedy będziesz mógł wrócić do Nieba".
oto mały anioł znalazł się za bramą niebios. Zastanawiał się, co właściwie ma począć. Sfrunął na Ziemię, gdzie wszystko było pokryte miękkim, puszystym śniegiem. Aniołkowi było bardzo zimno w cieniutkiej koszulce. Pierwszą istotą, jaką napotkał, był zając, który grzecznie powiedział: „Dzień dobry!" Mały anioł chciał właśnie odpowiedzieć, gdy wtem usłyszał stukot kopyt i dźwięk dzwonka u sań. To był Święty Mikołaj jadący swoimi saniami.

Kiedy Święty Mikołaj dostrzegł małego anioła, zatrzymał sanie i zapytał: „Co ty tu robisz na Ziemi?" Anioł spuścił ze wstydu głowę i przyznał się, że był w Niebie niegrzeczny i leniwy.

- Aha, leniwy - powiedział Święty Mikołaj. - No to chodź ze mną, pomożesz mi dzisiaj w nocy. Wsiadaj do sań!

No i Święty Mikołaj zabrał małego anioła do sań i pojechali. Jechali dość długo, aż sanie raptownie zatrzymały się. Święty Mikołaj jadący swoimi saniami

Potem opróżnił swój worek, w którym były choinkowe ozdoby, i anielskie włosy.

- Może zechciałbyś mi pomóc przy ubieraniu choinek? - zapytał Święty Mikołaj.

- Och, chętnie - odpowiedział radośnie mały anioł.

- Cieszę się - powiedział Święty Mikołaj. - Ponieważ jestem wyższy od ciebie, będę ubierał choinkę od góry, a ty od dołu.

No i Święty Mikołaj i aniołek razem ubierali drzewka, zawiesili też na nich małe prezenty.

Wkrótce wszystkie ozdoby i anielskie włosy znalazły się na choince. Święty Mikołaj ruszył w dalszą drogę, aby przywieźć większe prezenty, obiecał też małemu aniołowi, że go zabierze po powrocie. Wtedy aniołek odkrył, że jedno maleńkie drzewko nie zostało jeszcze przystrojone. Co robić? Nagle wpadł na wspaniały pomysł! Miał przecież złote gwiazdki na swojej koszulce! Pozrywał je i zawiesił na gałęziach drzewka. Co by tu jeszcze dołożyć? Ależ oczywiście! Pasemka swoich cudownych srebrzystych włosów! Ustroił nimi drzewko - a kiedy już skończył, wyglądało naprawdę pięknie. Nawet zwierzęta wyszły z lasu, by je podziwiać!

Święty Mikołaj wrócił, a gdy zobaczył, czego dokonał mały anioł, bardzo go chwalił. - To był wspaniały pomysł - rzekł. - Teraz musimy wszystkie drzewka zawieźć do wioski. Może znajdzie się tam ktoś, kto weźmie twoją choinkę.

Potem Święty Mikołaj wraz z małym aniołem wsiedli do sań i ruszyli przez zaśnieżone pola. W oddali pojawiły się migocące światła domów.

Święty Mikołaj wjechał saniami na plac pośrodku wsi i rozdawał prezenty. Anioł zwijał się i pomagał jak umiał najlepiej. Przyszła wreszcie kolej i na choinkę tak pięknie przyozdobioną j ego własnymi srebrnymi włosami i gwiazdkami z jego koszulki. Wziął drzewko i poniósł je w dół ulicy, do domku, gdzie mieszkało troje dzieci. Dzieci właśnie pomagały mamie myć naczynia, kiedy anioł cichutko, na paluszkach wślizgnął się do domu, postawił choinkę i położył pod nią prezenty.

Wymknął się z domu, podfrunął pod okno i zajrzał do środka. Widział, jak dzieci wyszły z kuchni, zobaczyły choinkę, a potem uszczęśliwione radośnie śpiewały i tańczyły wokół drzewka. Krzyczały: „Jaka piękna!” i „Kto ją nam przyniósł?”

Anioł uśmiechnął się — był szczęśliwy. Pośpieszył do Świętego Mikołaja.

- Czy mogę cię dokądś zawieźć - zapytał Święty Mikołaj.

- Tak, bardzo proszę - odpowiedział aniołek. - Zawieź mnie, proszę, do lasu, tam gdzie cię spotkałem. Muszę wracać do Nieba.

- Dobrze - powiedział Święty Mikołaj i ściągnął lejce. - Bardzo dziękuję ci za pomoc. Postaram się, aby Święty Piotr dowiedział się o tym.

- Bardzo dziękuję! Do widzenia! - zawołał mały anioł i znikł w ciemnościach nocy.

Kiedy mały anioł wrócił do Nieba, Święty Piotr oczekiwał go w bramie. Popatrzył srogo i powiedział z wyrzutem: „Co ty z siebie zrobiłeś? Spójrz na swoje włosy! A gdzie podziały się twoje złote gwiazdki?"

Gdy mu aniołek opowiedział, co stało się z jego włosami i złotymi gwiazdkami, Święty Piotr bardzo się ucieszył. - Właściwie teraz możesz wrócić do Nieba! - orzekł.

Święty Piotr był tak uradowany postępkiem małego anioła, że podarował mu nowe złote gwiazdki. Starsze anioły przyszyły mu je do koszulki. A srebrne włosy wkrótce przecież odrosną!

piątek, 26 listopada 2010

BAJKA O ZRANIONYM ANIELE




Był sobie pewnego razu anioł, którego słabością największą była miłość do ludzi i chęć pomagania im. Obserwował z wysoka ich losy, ich cierpienia i problemy – jedyne czego chciał, to pomóc im, ulżyć w ich ciężkiej doli. I zdarzyło się tak, że gdy miał już dość przyglądania się tylko, sfrunął na ziemię, w majestacie blasku i szumu skrzydeł i pomógł. Jednej osobie, drugiej, trzeciej... Pojawiał się tylko na chwilę lecz wszędzie tam, gdzie się pojawił – nagle los się odmieniał. Ktoś znajdował pracę, ktoś odzyskiwał utraconą miłość, ktoś wyzdrowiał z nieuleczalnej choroby... Ludzie z Bajka o zranionym aniele ust do ust przekazywali sobie opowieść o przychodzącym znikąd aniele, który wszystkim pomaga, spełnia życzenia, ulepsza człowiecze życie...

Pewnego dnia jednak, pośrodku zatłoczonej ulicy, ktoś rozpoznał anioła i gromkim głosem krzyknął: „To on!!!” Jak na komendę ludzie rzucili się w jego stronę, wykrzykując swoje prośby, pragnąc mocy, żądając cudów. Tłoczyli się wokół niego jak mrówki, wyciągając ręce, szarpiąc go, wyrywając pióra, przepychając się do niego. Każdy chciał mieć kawałek dla siebie. W ścisku zadeptywali siebie nawzajem, lgnąc do obietnicy spełnienia marzeń. Krzyczeli, szarpali, darli, drapali, rozpychali się i bili... Anioł stał w pokorze...

Nie minęło zbyt wiele chwil, a ulica opustoszała. Pośrodku pozostała tylko jedna postać... W podartej szacie, z powyrywanymi włosami, pooraną paznokciami twarzą, krwią cieknącą cienkim strumyczkiem z nosa... i z kikutem prawego skrzydła, w którym już piór nie było a jedynie strzęp żałosny... Zraniony anioł kulejąc, powlókł się przed siebie, w gardle dusząc gorycz zawodu. To nie byli ludzie – opanowani niepohamowaną żądzą spełnienia swoich pragnień, przemienili się w dzikie zwierzęta. Gdy miast anioła w ich drapieżnych rękach pozostał jedynie strzęp postaci – odstąpili widząc, że nic z ich marzeń nie będzie. Niektórzy nawet przeklinali go i lżyli, że nie zechciał im pomóc. To bolało... Bardziej niż zadane fizycznie rany...

Anioł stracił swoją wiarę w ludzi. Dzień po dniu wędrował ulicami, popychany przez mijających ludzi, w których oczach widział jedynie pogardę i niechęć. „Kaleka... brudas... odmieniec...” - słyszał ich myśli. Dostrzegał ich pełne odrazy miny. Jego szare oczy zachodziły wtedy łzami. Chciał wykrzyczeć, że to oni takim go uczynili, że to przez nich tak wygląda, ale przecież był aniołem. Nie mógł tego powiedzieć nikomu prosto w twarz. Cierpiał więc dalej w milczeniu.

Jego biała szata wkrótce poszarzała, postrzępione jej skrawki luźno zwisały z wychudzonego ciała. Kikut obszarpanego skrzydła zabliźnił się i już tak nie promieniował bólem (drugie skrzydło przezornie ukrył pod szatą, przywiązane ściśle do pleców). Na twarzy pozostała mu brzydka blizna po wyjątkowo mocnej ranie zadanej paznokciem przez jakąś krzykliwą kobietę. Skołtunione, długie włosy pozlepiały się w strąki i straciły dawny blask.

Każdego dnia anioł tęsknie patrzył w niebo. Na niebieskie przestworza, na białe obłoki skąpane w złotym blasku słońca. I marzył. Marzył, by móc znowu latać, poczuć wiatr pod skrzydłami, spojrzeć z góry na cały świat, poczuć ten smak wolności. Tęsknił i z każdym mijającym dniem tęsknota się wzmagała. Wielekroć nieświadomie chciał wzbić się w górę, a wtedy przejmujący ból brakującego skrzydła przypominał o niemożności zrealizowania marzeń. Zastygał wtedy w miejscu, patrząc prosto w niebo, a po jego policzkach spływały duże łzy...

Pewnego dnia siedział skulony na krawężniku, ramionami obejmując kolana, ze spuszczoną w dół głową. Obserwował strużkę wody spływająca do kanału ściekowego, rozmyślając nad własnym upływającym życiem. W tafli wody odbijało się błękitne niebo – jego tęsknota i nieosiągalne marzenie. I nagle odbite w wodzie niebo przesłonił cień, a na jego ramieniu spoczęła czyjaś dłoń. Uniósł głowę i spojrzał prosto w głęboką zieleń przenikliwych oczu kobiety. Rozpoznał ją natychmiast: ona też była aniołem – nie sposób było się pomylić. Chwilę przed tym, jak jego wzrok spoczął na jej barkach wiedział – była taka jak on. Jak siostra bliźniaczka, jak lustrzane odbicie jego samego. Z tym samym bólem w oczach, z tak samo uszkodzonym skrzydłem, z tą samą tęsknotą, która bezgłośnie wyrywała się z całego jej ciała...

Wstał powoli, ujmując jej delikatną dłoń. Ich twarze rozjaśnił uśmiech zrozumienia. Bez słowa, w absolutnym milczeniu, stojąc naprzeciw siebie, uwolnili swoje pojedyncze skrzydła. Objęli się mocno w bratnim porozumieniu dusz i niczym jedno ciało poruszyli skrzydłami – każde swoim. Kurz zatańczył nad miejskim brukiem, gdy wznosili się w powietrze, rytmicznie, majestatycznie, odzyskując dawną chwałę, blask i moc... Poszybowali ku błękitnym przestworzom, nurzając się w obłokach, kąpiąc w słonecznym blasku... Wiatr niósł ich perlisty śmiech...
...bo nawet zraniony anioł może znowu latać...


Autor: Rafał Wieliczko
Bajki dla dorosłych

czwartek, 18 listopada 2010

PODRÓŻUJĄCY ANIOŁ


Zbliżał się zmierzch, gdy zmęczony drogą Anioł ujrzał na wzgórzu nikłe światło palące się w oknach starego domu.


-Wreszcie... Pomyślał zatrzymam się tam na noc odpocznę.


Ruszył na przód drogą wiodącą w wyznaczonym kierunku.Rozmyślał o misji, z jaką przybył na ziemię jego zadaniem było nauczanie ludzi miłości do bliźniego. Ciężka to była praca -Oj ciężka-pomyślał Anioł mało wdzięczna gdyż ludzie najbardziej kochali tylko siebie tym bardziej jego misja zdawała się mieć sens.
Gdy dotarł wreszcie pod stary zniszczony czasem dom był już naprawdę wyczerpany droga była długa i stroma a i wiek już nie ten. Zapukał...


-Witamy w naszych skromnych progach rzekła kobieta zapraszając Anioła do środka izba była mała, lecz ciepła i przytulna.


Mały chłopiec bawił się przy piecu gdzie kobieta szykowała wieczerzę jej mąż układał wcześniej narąbane drwa. Miły spokojny wieczór pomyślał.


-Jestem Aniołem -rzekł -wędruję od domu do domu nauczając ludzi miłości bliźniego, ale jak widzę dziś będę miał wolne gdyż wyglądacie na naprawdę szczęśliwą rodzinę.


-o tak odparła kobieta kochamy się bardzo jak tylko można po za sobą nie mamy na świecie nikogo a rodzina jest dla nas najważniejsza.


Anioł pokiwał głową z uznaniem i zasiadł za pięknie nakrytym stołem. Kolacja była skromna, lecz odświętnie podana najwidoczniej rodzina uznała Wysłannika jako szczególnego gościa w izbie panowała rodzinna atmosfera.


-jeśli byłoby więcej takich rodzin jak Wasza. Rzekł Anioł moja misja nie byłaby potrzebna. Nie skończywszy myśli ujrzał Anioł w odległym kącie pokoju gdzie nie dochodziło światło lamp rysującą się postać. Kto to? spytał zaciekawiony anioł


-To dziadek odparł mały chłopiec . Starzec siedział na starym drewnianym stołeczku w ręce trzymał miskę... jadł.


-Dziadek jest już stary ma problemy z jedzeniem trzęsą mu się ręce i rodzice kazali mu jeść w kącie, nie pasował bowiem do nakrytego stołu a jego obecność ich denerwowała. Anioł nic nie odpowiedział podziękował za gościnę i opuszczając dom rzekł do domowników –przyjdzie dzień, gdy zrozumiecie sens słów miłuj bliźniego swego jak siebie samego


Minęły lata Anioł powtórnie zawitał do starego domu. Dotarłszy na pamiętne wzgórze ujrzał młodzieńca siedzącego na progu, który strugał drwa


-co robisz- spytał anioł


-strugam stołki dla rodziców, bo już starzy są i niedomagają od dziś jeść będą w kącie gdyż nie pasują do mego zastawionego stołu. Starzy rodzice dopiero teraz zrozumieli jak wielki popełnili błąd kochać i szanować trzeba każdego bez względu na wiek stanowisko i poglądy zrozumieli jak bardzo egoistyczną była ich miłość i jakiej miłości nauczyli syna. Zapłakali nad własnym losem.Na ten widok drgnęło serce Anioła zamknął oczy a gdy znów je otworzył siedział przy pięknie nakrytym stole Mały chłopiec bawił się przy piecu gdzie kobieta szykowała wieczerzę jej mąż układał wcześniej narąbane drwa. Miły spokojny wieczór rzekł do starca siedzącego po drugiej stronie stołu.


STIIL ANGEL

środa, 17 listopada 2010

ZAKOCHANY ANIOŁ



To był piękny anioł, a gdy wzniósł wszystkie aspekty swej boskiej natury i wszystkie atrybuty swojej anielskości wprost oszałamiał pięknem i dostojenstwem.Emanowała z niego ta sama natura którą widzisz czasem w widoku odległych gór, czy wielkiego huczącego wodospadu. Był piękny i nieokiełznany. Prawdziwa potęga pierwotnej nieskalanej światłości. Lecz nie był samym pięknem, bo było w nim tez serce dobre i natura łagodna. Potrafił się anioł cieszyć świtem i kwiatów drobnych kolorami. Potrafił anioł słuchać szumu lisci i znajdował radość w każdym stworzeniu. Tak był prawdziwym, najprawdziwszym aniołem. I jak to bywa w takich opowieściach była też kobieta. Cóż można o niej powiedzieć? Była kobietą jakich tysiące na świecie,a więc była na swoj sposób wyjątkowa. Trzeba było tylko zadac sobie trud by tę wyjatkową iskierkę wydobyć na powierzchnie,by zauważyć jej piękno i dać jej odczuć, że wiemy jaka jest prawdziwa. Anioł być może przypadkiem, a być może z wyroku boskiego spotkał tę kobietę w jednej ze swoich wędrówek. I swym wzrokiem anielskim przeniknął jej duszę i odnalazł to właśnie, co nas niekiedy zachwyca. To co piękne i kochające,to co cierpliwe ufne i dobre. To co wybaczające i niewymagające. I pokochał to wszystko, choć była tylko zwyklą śmiertelniczką. A ona? jak mogła nie pokochać, skoro to wszystko widziała w jego wzroku,wszystko dokładnie odbite co w niej najlepsze? On ja kochał za to kim naprawdę jest, a ona go za to, że potrafił w niej odnaleźć to co najpiękniejsze. Tak w tamtych czasach takie rzeczy sie czasem zdażały. Zamieszkali razem w niewielkiej chatce i dobrze im było razem, bo potrafili cieszyć sie tym co najważniejsze dla nich, a nie tym co inni za najważniejsze uważali. Lecz niedługo trwała ta sielanka. W niebie znów powstało poruszenie i anioł poczuł jak jakaś siła go tam przyzywa. Znów niezadowolone anioły bunt podniosły i źle się działo w niebiańskiej krainie. Anioł czuł jak wzywa go obowiązek lecz jak miał opuścić swoją ukochaną? Wielka rozterka zatruwała jego myśli, aż w końcu jego luba powiedziała: - Skoro serce Cię wzywa, to leć, bo jakże mogę zatrzymać dla siebie twoje serce, jesli ono teraz takie rozdarte? Jak moge pozwolić by krwawiło niczym w niewoli? Uściskał ją Anioł i odparł- to prawda, że moje myśli rozdarte teraz, lecz nie myśl że mogę o tobie zapomnieć choćby na chwile, gdy tylko w niebie uspokoi się trochę wróce do Ciebie, bo nigdzie indziej żyć nie mógłbym- rozpostarł skrzydła i odleciał. I tak też przez czas jakiś w niebie zajety był wspieraniem swych braci aż ucichły swary i spory. Wtedy niczym na skrzydłach wiatru wrócił do swojej chatki i swojej kobiety.Przed domem stanął jednak zdziwiony bo jakaś inna mu się wydała jakby niższa i pochylona, a na progu jakaś obca kobieta na kolanach dziecko trzymając wpatrywała się w przybysza. Witaj - powiedział- szukam swojej żony - a widząc, że ta ze zdziwieniem wpatruje sie w niego opisał jej swoją ukochaną.Kobieta jakby wreszcie zrozumiala o czym Anioł mówi.- Szlachetny Panie babcia dwa lata temu umarła na wiosnę tydzień po swoich osiemdziesiątych urodzinach. Odkąd pamiętam zawsze wesoła była lecz w sercu smutek nosiła. Wieczorami siadała w oknie i wpatrywała sie gdzieś głęboko między gwiazdy... Anioł nic nie odpowiedział. Usiadł cięzko na kamieniu i zapłakał. Lecz te łzy - po kim płakał? Po czasie który płynie nieubłaganie dla śmiertelników? Po utraconych chwilach które nigdy sie nie zdażyły? Po niej? Czy po sobie?

Autor: Kirisse Sorrow

JAK WYGLĄDA TWÓJ ANIOŁ?

Mamusiu, czy wiesz, jak wygląda twój anioł? - pyta Marta.

- Chyba tak, a czy ty wiesz, jak wygląda twój anioł? - mama Marty odpowiada pytaniem.

- No, jest wysoki, co najmniej taki jak tata, i troszkę grubszy od ciebie, mamusiu - śmieje się Marta.

- A czy ma skrzydła? - chce wiedzieć mama.

- Tak myślę - mówi Marta. - Ma dwa skrzydła, które błyszczą jak srebro i są tak duże jak cały mój anioł albo jak tata.

- A dalej?

- Ma białą suknię ze złotymi szelkami, do których przyczepione są skrzydła. Butów nie ma, bo rzadko chodzi na nogach.
Z włosów wystaje mu mała antenka, dzięki której jest z tobą w stałym kontakcie, nawet jeśli czasem jest potrzebny gdzie indziej. Poza tym ma jasne, a właściwie złociste włosy. Kiedy lata zbyt szybko, czerwienią mu się uszy.

- Masz pięknego anioła - uważa mama.

- No pewnie - mówi Marta. - Myślę, że to najpiękniejszy anioł na świecie.

-Ja też tak myślę- zgadza się mama Marty - chociaż z mojego też jestem bardzo zadowolona.

Marta zastanawia się.

- A jak w końcu wygląda twój anioł, mamo?

- Spójrz w lustro, to go zobaczysz.

Autor: Manfred Eichorn